Śmierć Komandora

Śmierć Komandora Powieść Haruki Murakamiego w dwóch tomach. Jest to jeden z niewielu pisarzy, których książki czytam jeszcze za życia ich autora. Nie jest to jakiś rodzaj perwersji lecz efekt ich kultowości. Nie bez powodu będzie zastosowanie analogii do dzieł malarskich. Jak wiadomo ich cena wzrasta z chwilą, w której rynek kolekcjonerski ma absolutną pewność, że malarz nie stworzy już niczego więcej. Najczęstszy powód jest tylko jeden – śmierć. W przypadku powieści ważniejsze wydaje się bycie na czasie. Zmieniają się język, kultura, moda … Dobrze jest więc porozmawiać z autorem powieści i wyjaśnić to co jest nie jasne lub podejrzanie zbyt oczywiste. Osobiście przy wyborze książki kieruję się innymi pobudkami.

Skoro już pozornie zaprzeczyłem sam sobie muszę się wytłumaczyć. Analogia do dzieł malarskich wynika z fabuły „Śmierci Komandora”, w której główne skrzypce grają malarz, obraz i świat idei. Czytam głównie książki, które ktoś mi wystarczająco sugestywnie poleci. W gąszczu nieprzebranej ilości współczesnej literatury potrzeba  dużo czasu aby trafić pod strzechy. Premiera tłumaczeń książek uznanego, japońskiego pisarza, w Pasłęku odbywa się w tym samym czasie co w Londynie. Lepszej zachęty nie potrzebuję.

Tradycyjnie nie będę streszczał książki. W najnowszej powieści (rok 2018) „Śmierć Komandora” (tom 1 „Pojawia się idea)  Murakami zachował swój styl, który  teraz jest bardziej subtelny. Wszystkiego co w jego literaturze było typowe jest mniej, ale wystarczająco. Posiłki są skromniejsze, drink tylko jeden, opisy seksu mniej szokujące niż w podręcznikach 5 klasy szkoły podstawowej, a świat metafizyki nie wpływa na literacką rzeczywistość bohaterów powieści (przynajmniej w I tomie). Zastosowanie jednego narratora w pierwszej osobie umożliwia czytelnikowi łatwe utożsamienie się z bohaterem, który tradycyjnie nie wyróżnia się, jak zdecydowana większość z nas, żadnymi nadludzkimi umiejętnościami. Każdy wątek powieści ma swoje tajemnice,  które w pierwszym tomie nie zostają wyjaśnione. Koniecznie trzeba więc przeczytać tom II, do którego powyższa, super krótka analiza  z pewnością nie będzie pasowała. Poczytamy zobaczymy.

 

Roman Cichocki

Latest posts by Roman Cichocki (see all)