Konkurs Gimnazjum nr 1 w Pasłęku o tematyce: „Superbohater”

Superbohater

Padało od kilku dni. Niebo pokryte było grubymi, deszczowymi chmurami. Dla Ani pogoda wydawała się przecudna. Taka pełna życia. Przez szybę samochodu patrzyła, jak ludzie chowają się pod drzewami. Jechała z mamą do szpitala. Obie nie mogły uwierzyć, że w końcu znalazł się dawca. Ania wysiadła z auta i pełna entuzjazmu weszła do budynku. Wiadomo było, że będzie musiała  poczekać. Im dłużej czekała, tym bardziej narastał w niej  strach.

– O, spójrz, kto do ciebie idzie?! – Mama wskazała głową na idącą szybkim krokiem nastolatkę. Wiktoria, koleżanka Ani, była zawsze, gdy jej potrzebowała. Oprócz mamy, rzecz jasna, była kimś najważniejszym w jej życiu pełnym nudy i smutku. To ona opowiadała, jak jest na szkolnych balach, w górach albo nad morzem, co robią ich rówieśnicy, gdy ona musiała miesiącami leżeć w szpitalu. Śmiały się nawet w chwilach, gdy było naprawdę ciężko.

– To co, ruszamy na podbój świata? – powiedziała głośno z uśmiechem na twarzy dziewczyna.

– Wiktorio, obiecałaś dbać o Anię, a nie zabierać mi ją w świat – odpowiedziała mama. Jednak w głosie było czuć bardziej nadzieję niż troskę.

Podeszła do nich tęga pielęgniarka. Dziewczyny spojrzały na siebie i ledwo zdławiły wybuch śmiechu. Pielęgniarka sprawiała wrażenie przesympatycznej osoby i mama nie mogła zrozumieć, co je tak bawi. Pojechały razem windą na 3 piętro do sali  304, która wyglądała jak inne szpitalne pokoje – biała i smutna.

– Dzisiaj będą tylko badania, a jak wszystko będzie dobrze, to zabieg odbędzie się już jutro – przypomniała pielęgniarka, wychodząc z sali. O chorobie rozmawiały rzadko, ale każda z nich wiedziała o niej chyba wszystko – jakie są szanse i co się stanie, jeśli zabieg się nie uda.

– To ja was zostawiam. Przyjadę po pracy – powiedziała mama. Uśmiechnęła się do córki i jak zawsze pocałowała ją w policzek.

Dziewczyny usiadły na łóżku i zaczęły zastanawiać się, kim jest osoba, która ma oddać Ani swój szpik. Czy jest do niej podobna, czy też wręcz przeciwnie, ile ma lat i jakim musi być wspaniałym człowiekiem? Do sali ponownie weszła pielęgniarka.

– Niestety, ale musimy zostać same. Muszę  przygotować cię do badań. Jeśli chcesz, to możesz przyjść za godzinę lub lepiej jutro około południa – zwróciła się do Wiktorii.

– Już idę – odpowiedziała dziewczyna – ale proszę nam powiedzieć, kto jest dawcą?

– Bardzo prosimy – przyłączyła się Ania. – Choćby tylko jego opis. Oddam pani wszystkie moje słodycze, które będą mi przynosić po zabiegu.

– Za słodycze chyba podziękuję. Na pewno zauważyłyście, że ważę więcej niż wy dwie razem wzięte. Powiem wam tylko tyle, że jest to młody, przystojny brunet o kręconych włosach. I co ? Kto wygrał ?

*

W bufecie, dwóch młodych mężczyzn siedziało przy stoliku i dyskutowało o czymś ściszonym głosem.

– I co postanowiłeś? – zapytał jeden z nich.

– Chyba zrezygnuję.

– To dobrze. Co to za termin! Za tydzień rozpoczyna się turniej, a gra bez czołowego zawodnika nie ma najmniejszego sensu.

– To nie tak. Powiem ci, że ja naprawdę chciałem komuś pomóc. Kiedy zgłaszałem się na badanie, to pomyślałem, że w końcu zrobię coś ważnego. Wyobrażałem siebie jako bohatera takiego jak mój ojciec. Moja mama cały czas wspomina historie, jak gasił pożary, ratował ludzi i w ogóle.

– I co z jego bohaterstwa? Masz po nim medal na pamiątkę. Zresztą, może komuś innemu uratujesz życie. Okazji będzie pełno. Nie zadręczaj się.

– Wiesz, ja po prostu się boję. Lekarz dał mi do podpisania papier, że jestem świadom … i zaczął mi wyliczać,  co mi grozi. Wtedy po raz pierwszy poczułem prawdziwy strach. Jestem tchórzem! Teraz dopiero rozumiem odwagę mojego ojca. Jestem przy nim zerem!

– Daj spokój. Jak wygramy, to będziesz największym bohaterem w drużynie.

– Tak, będziesz bohaterem, a jak pójdziesz na wojnę i zabijesz kilku wrogów to zostaniesz superbohaterem ! – powiedziała nagle dziewczyna, która nie wiadomo skąd wzięła się tuż obok ich stolika.

– Eee … Coś ty za jedna?  Podsłuchujesz czyjeś rozmowy?

– Ważniejsze jest to, kim wy jesteście! Dziewczyna, której możesz uratować życie – zwróciła się do chłopaka w rozczochranej fryzurze – to Ania, moja najlepsza przyjaciółka. Błagam cię, dałeś jej nadzieję, a teraz …

– Chwilę, ale to miała być tajemnica lekarska. – przerwał jeden z nich – Jeśli będziesz mu robiła wyrzuty to pójdziemy do ordynatora, aby wyjaśnił, skąd wiesz kto ma być dawcą.

– Daj spokój ! Jestem Arek – powiedział chłopak z opuszczoną głową, pełną kręconych, ciemnych włosów. – Miałem być dawcą. Nie wiem dla kogo, ale być może dla twojej przyjaciółki. Obleciał mnie strach i nic na to nie poradzę. Przeproś ją ode mnie. – Wstał i ruszył w kierunku drzwi.

Wiktoria po raz pierwszy w życiu nie wiedziała, co ma zrobić. Nie wiedziała, czy mówi sama do siebie, do chłopaka, który właśnie ucieka, czy też do anioła stróża:

– To moja jedyna przyjaciółka. Jest ciężko chora. Proszę, pomóż jej. – Powtarzała te słowa, idąc przez cały szpital, a potem przez park. Ci, których mijała, patrzyli na nią, jak na wariatkę. „Pójdę do niej jutro. Niech jeszcze, choć ten jeden dzień, będzie szczęśliwa” – pomyślała.

Szli w milczeniu. Padał delikatny deszcz, więc nawet jeśli ktoś płakał to i tak trudno  było by to zauważyć.

*

„ Dokąd idziemy? ”-  zastanawiał się w myślach Arek. Nagle dostrzegł dziewczynę ze szpitalnego bufetu. Uśmiechnął się do niej, ale ona obojętnie odwróciła głowę. Przeszedł parę kroków w bok, aby iść obok niej.

– Nie masz do mnie żalu ? – spytał.

Dziewczyna nie odpowiedziała. Patrzyła na niego niewidzącym wzrokiem. Nagle tłum się zatrzymał. Zauważył, że wszyscy odstępują od niego na kilka kroków. Poczuł, że ktoś za nim stoi.

– Ciebie już nie ma. Oni cię nie słyszą – powiedział zza jego pleców jakiś męski głos.

-Ty żyjesz?! – Arek krzyknął zdumiony, szczęśliwy i przerażony jednocześnie, kiedy odwrócił się i ujrzał ojca.

– Tak jak i ty. My żyjemy tutaj, a oni tam – odpowiedział mężczyzna głosem, w którym Arek nie czuł radości z tego spotkania.

– Jak to?

– Byłeś chory, ale nikt nie chciał ci pomóc. Szkoda, że nie byłeś do mnie podobny.

– To nie możliwe! Mama stale mówi, że w lustrze jestem taki jak ty. Mamo, mamo …!

– Już dobrze. – Poczuł rękę matki na czole. – Coś ci się śniło.

– Wiesz mamo? Jednak to był błąd, że wczoraj pojechałem z Kubą do tego szpitala, a nie z tobą – powiedział oddychając głęboko i obejmując ją rękoma. – Wczoraj,

w szpitalu, ktoś sprawił, że cały czas myślałem o dziewczynie, której mogę pomóc, a nie o sobie.

– To co, jedziemy dzisiaj ? – Spytała mama, uśmiechając się pierwszy raz od kilku tygodni, gdy dowiedziała się, że Arek będzie dawcą szpiku.

*

Ania, zmęczona zabiegiem, zasypiała i budziła się kilka razy w ciągu ostatnich kilku godzin. Pierwsza przy niej była mama. Wyściskały się i wypłakały ze szczęścia z udanego zabiegu.  Kiedy otwierała oczy, za każdym razem obok mamy stał ktoś inny.  Był dziadek z babcią,  koleżanki z klasy, sąsiadka – bardzo sympatyczna pani Ola, lekarz, albo pielęgniarka. Wszyscy chcieli usłyszeć, że jest szczęśliwa i czuje się dobrze. Była przede wszystkim zmęczona, ale najwięcej myślała o Wiktorii i młodym mężczyźnie – swoim superbohaterze, który dał jej szansę na zdrowie. W  końcu ! Wiktoria wpadła jak burza. Rzuciła się koleżance w ramiona i wybuchła głośnym płaczem.

– To ja pójdę kupić coś do picia – powiedziała lekko speszona mama.

Kiedy Wiktoria wypuściła ją z żelaznego uścisku,  Ania odezwała się z troską :

– Martwiłam się o ciebie. Wiem wszystko od pielęgniarki, że się wycofał, że podobno z nim rozmawiałaś, i że zmienił zdanie. – Teraz zaczęła płakać Ania, a Wiktoria od razu do niej dołączyła. Znów wpadły sobie w objęcia. Do sali, przez uchylone drzwi zajrzała  jakaś kobieta. „A jednak Arek idzie w ślady ojca” – pomyślała z radością nieznajoma.

– Przepraszam, pomyliłam salę – powiedziała głośno i wyszła.

Kaliope

 

Roman Cichocki

Ostatnie wpisy autora: Roman Cichocki (zobacz wszystkie)